Cowpolscepiszczy’s Weblog

Just another WordPress.com weblog

“Beenhakker to tchórz!”

Przeciwko Słowenii czy San Marino nasza reprezentacja nie może grać jednym napastnikiem! – zgodnie podkreślają byli reprezentanci kraju i trenerzy.

Pierwsze wątpliwości pojawiły się na kilkanaście godzin przed pierwszym gwizdkiem w meczu Polska – Słowenia. – Myślę więc, że miast systemu 1-4-2-3-1, zapowiadanego przez Leo Beenhakkera, korzystniejsze dla biało-czerwonych byłoby ustawienie 1-4-4-2 – mówił w naszej przedmeczowej sondzie były reprezentant Polski, Marek Motyka. Uzasadniał to wtedy jednym prostym, acz trafnym zdaniem. – Polscy piłkarze kochają atakować – dodawał.

Mocne słowa „Kucharza”
Podczas wrocławskiego spotkania ze Słowenią głosy na temat niefortunnej taktyki jeszcze się nasiliły. W loży VIP-ów podsłuchaliśmy takie m.in. głosy. – Beenhakker to tchórz. Słoweńcy, choć są gośćmi, grają dwoma napastnikami. A Leo wystawił tylko jednego, choć przecież Piszczek nawet nie jest nominalnym napastnikiem – mówił znany przed laty piłkarz, a obecnie menedżer Cezary Kucharski w rozmowie z jednym z działaczy PZPN. Wraz z upływem czasu jego irytacja rosła coraz bardziej. – Wpuści Saganowskiego, czyli faceta, którego w ogóle nie miało być w kadrze i został powołany w ostatniej chwili. Dlaczego nie Lewandowski??? Przecież ten chłopak już udowodnił, że jest klasycznym napastnikiem i prawdziwym łowcą goli. Ale ten tchórz się boi! On nawet nie podchodzi do linii i nie pokrzykuje na naszych zawodników – denerwował się (w bardzo mocnych słowach, jak widać) „Kucharz”. Nie jest jedynym spośród byłych snajperów reprezentacji, który ma za złe selekcjonerowi strach przed daniem szansy Robertowi Lewandowskiemu. – Postawiłbym na niego, bo na każdym kolejnym szczeblu pokazał, że potrafi strzelać gole – dowodzi Marek Koniarek.

Czesi mieli Kollera…
Tak naprawdę jednak cała dyskusja nie dotyczy wyłącznie personaliów. Chodzi raczej o przyjęty system gry jednym napastnikiem. – Gdyby to zależało ode mnie, gralibyśmy dwójką z przodu. Tak nakazywała logika, bo to my musieliśmy wygrać to spotkanie. A mieliśmy po prostu zbyt mało argumentów, by stłamsić przeciwnika – uważa szkoleniowiec wodzisławskiej Odry, Janusz Białek. – Gra jednym zawodnikiem z przodu to futbol asekuracyjny. Nie przekonują mnie w żaden sposób twierdzenia, że w naszych warunkach to dobre rozwiązanie. Ono jest dobre w drużynach, mających „na szpicy” gracza mocno stojącego na nogach, dobrze grającego głową i świetnie dogrywającego piłkę do szybkich pomocników – analizuje Marek Koniarek. A Antoni Piechniczek rzuca całkiem nieodległy przykład. – Tak właśnie swoje akcje ofensywne konstruowali Czesi. Ale oni mieli Jana Kollera, który zgrywał piłki do Milana Barosza… – wzdycha eksselekcjoner biało-czerwonych.

- U nas nawet nie widzę kandydata do takiej gry. Podobnie, jak – prócz Jakuba Błaszczykowskiego – nie mamy żadnego piłkarza, mogącego w tym systemie skutecznie wchodzić w obronę rywala z II linii – rzeczowo zaznacza Koniarek. Parę lat wstecz takiej gry – z Grzegorzem Rasiakiem w roli „Kollera” – próbował Paweł Janas. Niestety, okazało się, że Polakowi do Czecha trochę brakuje. – Schematy i sposoby gry na kilka kolejnych lat wyznaczają tego typu imprezy jak mistrzostwa Europy. A w tegorocznych triumfy święciły drużyny grające dwójką napastników – dopowiada Janusz Białek. Bez koncepcji ataku!

Czy w Serravalle, gdzie jutro zagramy z San Marino, można spodziewać się zmiany sposobu gry Polaków? To wręcz nieodzowne – stąd opisywany poniżej pomysł z powrotem Euzebiusza Smolarka do jedenastki. Antoniego Piechniczka martwi jednak zupełnie co innego. – Niestety, ja w ogóle nie widziałem koncepcji prowadzenia ataku pozycyjnego w polskim wykonaniu! Nie wiem, czy chodziło o akcje oskrzydlające, kończone dograniem w lub przed „szesnastkę” na główkę bądź strzał; czy też o prostopadłe piłki na schodzącego z boku napastnika. A może o wymienienie dwóch-trzech podań przed polem karnym, z klepki, z zaskoczeniem rywala? Myśmy jednak w żaden z tych sposobów nie potrafili stworzyć zagrożenia! – denerwuje się były trener naszej kadry. I trudno mu akurat w tej analizie racji nie przyznać, bo rzeczywiście pięknych akcji w wykonaniu biało-czerwonych (poza indywidualnym „szarpnięciem” Kuby Błaszczykowskiego) nie było. Czy w spotkaniu z kelnerami, bankierami czy szatniarzami z San Marino uda się nam wszystkim poprawić nastroje?

wp.pl

Wrzesień 9, 2008 - Opublikował/a cowpolscepiszczy | Uncategorized | , , , , , , , , , , , , , , , , | Nie ma jeszcze komentarzy

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz